Burzowa Lucille


Lucille to drugi wzór Agaty Mackiewicz, po który sięgnęłam. Wcześniej z wielką przyjemnością wydziergałam Lorelei, a na oku mam jeszcze kilka innych wzorów tej projektantki. Między innymi  Plant Lady, sweterek będący jeszcze w fazie testów, ale już wiem na pewno, że go zrobię. Uwielbiam styl Amanity, bardzo bliski mojej leśnej duszy. I niezmiernie żałuję, że już od dawna nic nie publikuje na swoim blogu (Amanita Land), bo był jednym z pierwszych dziewiarskich blogów, które czytałam. Gdy zaczynałam kilka lat temu swoją przygodę z drutami, moim marzeniem było móc kiedyś wydziergać sobie coś z jej zjawiskowych wzorów, a zdjęcia, na których pozuje ze swoimi pracami, są moją inspiracją do dziś.
Wracam do Lucille. Od jakiegoś czasu chciałam sobie zrobić lekki, dopasowany kardigan, taki nieco bardziej wyjściowy niż na co dzień. Wybór padł na Lucille, sweterek urzekł mnie teksturą i delikatną plecionką wzdłuż brzegów z przodu. Pozostało mi tylko dobrać odpowiednią włóczkę na ten projekt. Nic za bardzo kolorowego, bez długiego włoska, najlepiej wełna z jakąś fajną domieszką. Długo nie szukałam. Leshy od Slavica Yarns, kolor: Buran. Ręcznie farbowana wełna merino ze sporą domieszką jedwabiu w przepięknych stonowanych, szarych odcieniach niebieskiego. 
Po zrobieniu próbki uznałam, że zrobię rozmiar M, aby wyszedł mi S, bo zwiększenie rozmiaru drutów dawało zbyt dziurawą dzianinę, jak na mój gust. Dziergało mi się bardzo przyjemnie, włóczka cudowna w dotyku, przyjemna dla oczu, wzór nie nudny, ale i nie za bardzo skomplikowany. Bardzo mi to dzierganie umilało prawie tygodniowy pobyt w szpitalu, pod sam koniec ciąży, gdy wszystko było dla mnie trudne i stresujące. Zabijało nudę, koiło nerwy i robiło wrażenie na położnych ;). I tak w marcu powstała większa część kardiganu, potem moje dzierganie znacząco zwolniło przez brak czasu, aż w końcu już tylko pozostały do pochowania nitki. No i tutaj przymierzyłam... Za mały... Ale przecież próbka z moimi wyliczeniami się zgadzała, to może blokowanie pomoże? Jednak zapał straciłam i z lęku, że wszystko będzie trzeba pruć, kolejne tygodnie Lucille za karę spędziła w kartoniku :P. W zeszłym tygodniu wreszcie doczekała się prania i blokowania. Stało się to, co stać się pownno. Zblokowany kardigan pasuje idealnie. Dokładnie tak, jak chciałam :D.
Mogłabym jeszcze tutaj pisać, jak bardzo jestem zadowolona z nowego kardiganu i jaka ta włóczka jest cudowna, ale starczy już tego słodzenia na dziś ;). Zostawię jeszcze tu tylko trochę zdjęć...
A po szczegóły techniczne zapraszam na moje ravelry















Komentarze

  1. Przepiękny cardigan! Idealnie do Ciebie pasuje. Kolor jest taki jak lubię, nieoczywisty, nienachalny.
    Piękny:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Z koloru jestem bardzo zadowolona, dobrze się w nim czuję. I został mi jeden cały motek, więc jeszcze do niego wrócę:)

      Usuń
  2. Śliczny, taki luksusowy. Ciekawa jestem, ile włóczki?? 3 motki wystarczyły???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Wyszły mi idealnie trzy motki, zostało mi dosłownie z 2 metry włóczki.

      Usuń
  3. Ten fason i kolor ogromnie Ci pasują! No i kolejny raz okazuje się, że blokowanie to bardzo ważny, wręcz kluczowy, element dziewiarskiego życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wiem, że blokowanie może dużo zmienić, ale i tak zawsze odczuwam lekki niepokój, a przy tak dopasowanym fasonie tym bardziej :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

W rzepaku raz jeszcze

Sunshine wśród bzów