Parę drobiazgów i Rosa - mój spanielek


Ostatnio intensywnie dziergam rozmaite odzieżowe akcesoria. Chociaż może intensywnie, to za dużo powiedziane, bo większość czasu spędzam z Rosą - szczeniakiem, który ostatnio wzbogacił naszą małą rodzinkę :). 
Rosa, jak to szczeniaczek, ma niewyczerpane pokłady energii, pochłania mnóstwo uwagi i czasu. Dzięki niej codziennie chodzę teraz na spacery, nie licząc tych krótkich "za potrzebą", musi być przynajmniej jeden długi. A w sobotę poszłyśmy na spacer nie tylko ja i Rosa, ale też mój mąż i nasze dwa, podwórkowe kundelki. Piękne słońce i mroźne powietrze, to idealna pogoda spacerowa o tej porze roku. Przy okazji, udało się również zrobić parę zdjęć moich ostatnio ukończonych robótek. Oczywiście na wielu jest również Rosa, bo jako dumna "psia mama" muszę mieć jak najwięcej z nią zdjęć ;).
Zacznę od kompletu mężowego. Pierwsze co się rzuca w oczy to intensywny, neonowo-pomarańczowy kolor. Paweł zażyczył sobie, żebym mu właśnie w takim kolorze zrobiła szalik i nie jest to jakaś modowa fanaberia i kaprys, ale rzeczywiście praktyczna rzecz. Otóż w naszej pracy, w okresie jesienno-zimowym nadleśnictwo organizuje polowania zbiorowe (dla wyjaśnienia dodam, że nie każde nadleśnictwo w takim stopniu zajmuje się łowiectwem, tylko te, które prowadzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny - OHZ). Na takich polowaniach zwykle rolą męża jest prowadzenie nagonki, czyli grupy osób mającej za zadanie wypłaszać zwierzynę z kryjówek. Niesie to za sobą pewne ryzyko postrzelenia przez myśliwego, bardzo niewielkie, bo na polowaniach są ściśle przestrzegane zasady bezpieczeństwa, np. naganiacze muszą być głośni i  ubrani przynajmniej w odblaskowe kamizelki. I właśnie tutaj sprawdzi się wściekle pomarańczowy szalik, jako dodatkowy element pozwalający szybko dostrzec mojego Pawła.
Szalik zrobiłam ściegiem patentowym, dającym fajną, przestrzenną i estetyczną dzianinę. Ma długość 165 cm i szerokość 15 cm. Zużyłam około trzech i pół motka włóczki od Lana Grossy, Mille II. Włóczka ma niestety w składzie dużo akrylu (50%), ale tylko taką znalazłam w odpowiednim kolorze. W zapasie miałam jeszcze jeden motek, z którego powstała do kompletu para rękawiczek bez palców (ulubiony rodzaj rękawiczek Pawła). Robiłam je według własnego pomysłu. Tutaj jednak okazało się, że ta włóczka kompletnie nie nadaje się na tak intensywnie użytkowaną część garderoby - okropnie się mechaci. Po tygodniu noszenia szalik jest w stanie idealnym, a rękawiczki zmechacone, chociaż na pewno jeszcze trochę posłużą, tylko po prostu wyglądają mniej estetycznie.



Drugi, zupełnie inny komplet zrobiłam dla siebie. Co prawda, włóczka też od Lana Grossy, ale tym razem to 100% alpaki, cudownie miękkiej i cieplutkiej Alpaca Peru 200. W kolorze trochę nieoczywistego, lekko fioletowego, brudnego różu. Poza walorami dotykowymi, estetycznymi i grzewczymi, Alpaca Peru ma jeszcze jedną wspaniałą zaletę. Jest wydajna. Z trzech motków (50 g każdy) zrobiłam komin, czapkę i mitenki.
Komin powstał na podstawie wzoru Floats Cowl, opublikowanego przez Purl Soho. Właściwie wykorzystałam z niego tylko pomysł na ścieg, bo kształt zrobiłam nieco inny. Dużo węższy i rozszerzany ku dołowi, tak, żeby dobrze się układał, bez zawijania na dwa razy wokół szyi. Zużyłam niecałe półtora motka.
Z pozostałej połówki motka zrobiłam mitenki według darmowego wzoru Soft Washed Herringbone Mitts, autorstwa Churchmouse Yarns and Teas. Tutaj właściwie nic nie zmieniałam, wyszły idealne i noszę je prawie codziennie.
Trzeci motek poszedł na czapkę. Przy jej robieniu nie korzystałam z gotowych wzorów, kombinowałam sama. Pierwotnie czapka miała jeszcze zrobiony pompon, ale pewien mały, czary łobuziak uznał, że nie pasuje i wprowadził małą poprawkę (cud, że sama czapka nie uległa uszkodzeniu, przy tych rewolucjach :D).



 




Na koniec jeszcze tylko linki do powyższych prac na ravelry. Tam odrobinę więcej szczegółów technicznych:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niczym królicze futerko

Malachitowy Smok